O tym, jak pechowiec roku został szczęściarzem dekady. Nie uwierzysz, że ta historia wydarzyła się naprawdę…

Opublikował w Felietony

Chciałem Ci dzisiaj opowiedzieć pewną historię.

Wszelkie podobieństwo do osób i zdarzeń jest całkowicie nieprzypadkowe, bowiem historia ta wydarzyła się naprawdę.

Jakiś czas temu pojawił się na tym blogu wpis o korzyściach z kupowania od autoryzowanego dystrybutora. Jako jeden z argumentów podałem wówczas pochodzenie sprzętu. We fragmencie dotyczącym bazy danych zawierającej informacje o skradzionym sprzęcie pisałem tam:

Żeby nie być gołosłownym, przykład z zeszłego tygodnia – jednemu z naszych klientów skradziono w Irlandii sprzęt. Wiemy o tym. We wspomnianej bazie nie zostało to jeszcze jednak do tej pory odnotowane. Nietrudno jest sobie wyobrazić, że przez cały ten czas – od dnia kradzieży, do dzisiaj – sprzęt intensywnie szuka nowego właściciela. O ile już go nie znalazł…

Okazuje się, że historia ta ma niesamowicie interesujące tło z jeszcze ciekawszym zakończeniem.

Pan Sylwester (bardzo porządny człowiek) chciał kupić sprzęt pomiarowy. Trudno jest mi znaleźć słowa uznania dla Pana Sylwestra za fakt, że przyszedł z tym tematem właśnie do nas.

Nie do, za przeproszeniem, konkurencji. Nie do, nazwijmy go roboczo, „handlarza, co to sprzęt ma nówka sztuka, wszystko cacy, gwarancja międzynarodowa, tylko pochodzenie niewiadome”. Nie.

Pan Sylwester (wspominałem już, że bardzo porządny człowiek?), jak Pan Bóg przykazał, zwrócił się do autoryzowanego dystrybutora.

Niesamowicie wykwalifikowany (zarówno pod względem technicznym, jak i merytorycznym 😉 ) personel tak zaopiekował się Panem Sylwestrem, że ten wziął i kupił tachimetr robotyczny. Bardzo porządny człowiek. Bardzo…

Dalej sprawy potoczyły się, jak to zwykle, w przypadku zakupów u autoryzowanego dystrybutora, bywa. Niesamowicie wykwalifikowany (zarówno pod względem technicznym, jak i merytorycznym) personel dostarczył wiadomego pochodzenia sprzęt przeprowadzając szkolenie tak fachowe, jak tylko fachowe może być szkolenie.

W tym miejscu historia nabiera rumieńców…

Pan Sylwester, uzbrojony w swój nowy tachimetr, ruszył w teren. Nie byle gdzie, w Irlandii. Światowy człowiek, ten Pan Sylwester.

Podczas jednego z pomiarów zauważył, że wewnątrz lunety instrumentu znajduje się jakiś „paproch”. Był on w takim miejscu, że przy standardowym sprawdzaniu instrumentu przed wysyłką został przeoczony. Niby nic wielkiego, tym bardziej, że przy pracy robotycznej nie stanowiło to najmniejszego problemu. Mimo wszystko wizja posiadania nowego instrumentu z – bądź co bądź – defektem, irytowała (co zrozumiałe) Pana Sylwestra. Zgłosił więc ten problem do nas.

Pomimo, że ów defekt był bardzo błahy i możliwy do „załatwienia” jedną, krótką wizytą w serwisie, postanowiliśmy zwrócić się do Trimble’a o wymianę instrumentu na zupełnie nowy. Głównie dlatego, żeby Pan Sylwester nie został bez tachimetru (ten musiałby przylecieć z Irlandii na krótki „zabieg”), ale też dlatego, że mogliśmy to zrobić. Kto by nie chciał dostać nowego, zamiast naprawiać starego? 🙂 Co ważne, Pan Sylwester nie mógł znieść widoku paprocha w lunecie, więc ów „zabieg” wykonał samodzielnie. Wystarczyło odkręcić okular i dmuchnąć. Pan Sylwester dmuchnął. I paproch zniknął 🙂

Teraz uważaj.

Trimble rozpatrzył nasze zgłoszenie pozytywnie. Przysłał informację zwrotną, że zgadza się na wymianę instrumentu na nowy.

W międzyczasie tachimetr Pana Sylwestra został skradziony…

Serce się kraje na myśl, że taki porządny człowiek może mieć takiego pecha, prawda?

Najpierw znajduje paproch w lunecie nowego instrumentu, a gdy dowiaduje się, że wymienią mu go na nowy zostaje okradziony i w zasadzie można gasić światło. Mieli wymienić, ale już nie ma czego wymieniać… 🙁

Nic bardziej mylnego!

Okazało się, że w momencie przyjęcia zgłoszenia o wymianie instrumentu Trimble zaczyna traktować sprzęt, który ma do niego wrócić, jako swój. Innymi słowy – to nie Pan Sylwester został okradziony, tylko Trimble!

Wystarczyło dostarczyć zaświadczenie z policji, że tachimetr został skradziony i producent „wziął tę kradzież na siebie”. Nie kosztowało to Pana Sylwestra, poza chwilą grozy, zupełnie nic!

Jaki z tego morał?

Historie tego typu nie zdarzają się często. W zasadzie w ogóle się nie zdarzają, poza tym jednym przypadkiem.

Pan Sylwester miał niesamowite szczęście. Szczęściu jednak trzeba pomóc i zrobił to, wybierając autoryzowanego dystrybutora, jako dostawcę sprzętu.

Zdaję sobie sprawę, że dość niepoważnie brzmi argument: „Kupuj od autoryzowanego dystrybutora, bo jak znajdziesz paproch w lunecie i Trimble przyjmie Twoją reklamację, to – w przypadku kradzieży – nie poniesiesz żadnych kosztów z tym związanych”…

Do Pana Sylwestra na szczęście przemówiły inne, bo tym bym go chyba nie przekonał… 😉

PS

Dobra rada do wszystkich posiadaczy tachimetrów serii S (S3 do S9, VX):

Zapytajcie swoich Inżynierów Sprzedaży o usługę Locate2Protect. Bądźcie tymi,  którzy się ubezpieczają, nie tymi, którzy dopiero zaczną… 😉