Brakuje Ci rąk do pracy? Oto rozwiązanie.

Opublikował w Felietony

Dzisiejszy wpis sponsoruje okres urlopowy oraz klienci, którzy w ostatnim czasie – miast o sprzęt – pytają nas o ręce do pracy.

W naszym wrocławskim biurze przewinęło się ostatnio kilka osób. Nierzadko witamy ich z uśmiechami na twarzy. Zdarza się, że i kawą poczęstujemy. Obsługa klienta, nie oszukujmy się, na najwyższym światowym poziomie (inny by się chwalił, ja piszę, jak jest).

Przy okazji takich wizyt pojawiają się także pytania. Z większością z nich nie mamy najmniejszego problemu. Stanowimy, jak powszechnie wiadomo, świetnie wykwalifikowaną kadrę autoryzowanego dystrybutora Trimble w Polsce, a to zobowiązuje. Zdarzają się jednak pytania bez odpowiedzi, a brzmią mniej więcej tak:

„Człowieka szukam do pracy. Macie kogoś godnego polecenia, kto może zacząć od wczoraj, ma wiedzę, ma doświadczenie i nieproporcjonalnie mniejsze od powyższych wymagania finansowe?”

No nie mamy i obawiamy się, że mieć nie będziemy…

Dlaczego tak trudno o dobrego pracownika?

Powody są przynajmniej dwa.

Pierwszy jest dość prozaiczny i dotyczy nie tylko geodezji. To koszty pracownika – 2000 zł na rękę to przeszło 3300 zł kosztów ze strony pracodawcy.  Owszem, można na starcie płacić mniej i toczyć bój o pracowników z takimi potentatami jak Biedronka czy Lidl, ale nie uważam, aby była to najlepsza droga.

Umowa o pracę, atrakcyjne zarobki, bezpłatna prywatna opieka zdrowotna, bony na święta i wyprawki szkolne…

Drugi powód to epitet „dobry” w wyrażeniu „dobry pracownik”. Spójrzmy prawdzie w oczy – naprawdę dobrych, dostępnych na rynku inżynierów jest jak na lekarstwo. Jak są, to pracę mają. Przekonać do zmiany trudno, bo o dobrego pracownika pracodawca dba. Pomóc mogłaby lepsza stawka, ale tutaj wracamy do powodu numer jeden…

Co zrobić, kiedy pracowników brak?

Pomysły, znowu, mam dwa. Jestem ciekaw, co o nich sądzisz.

Pierwszy – rzucić to wszystko w cholerę i wyjechać do Irkucka; w wersji mniej drastycznej zamknąć firmę i przyjąć posadę w Lidlu (wszak całkiem niezłe warunki proponują na starcie).

Drugi – zainwestować w sprzęt, który dodatkowych pracowników nie wymaga (jak choćby tachimetr robotyczny).

„No tak, ten dalej swoje farmazony o inwestycjach w sprzęt będzie pociskał, bo za to mu płacą” – pomyślałeś/aś.

I słusznie, ale zastanów się przez chwilę, czy w tym marketingowym bełkocie nie mam choć odrobinę racji.

Sprzęt nie pójdzie na L4, nie pojedzie na urlop. Nie potrzebuje też przerwy na drugie śniadanie.

Kupując sprzęt nie nakładasz na siebie odpowiedzialności analogicznej do tej wynikającej z zatrudnienia pracownika.

„Płacąc” sprzętowi 2000 zł miesięcznie nie kosztuje Cię to ani złotówki więcej. Ba! Odliczasz od tej kwoty 18-19% podatku dochodowego realnie ten koszt pomniejszając.

W połączeniu z pracownikiem taki sprzęt też się przyda. Wysyłasz delikwenta samodzielnie w teren i poradzi sobie z pomiarem tachimetrycznym, czy innym tyczeniem.

Ty w tym czasie podbijasz ośrodki dokumentacji (gdzie ładnych pań / przystojnych panów nie brakuje 😉 )

Słowo klucz – dywersyfikacja! Czujesz to?

Są też minusy…

Sprzęt nigdy nie będzie ładną panią / przystojnym mężczyzną, a z takimi w terenie zawsze raźniej.

Nie pójdzie z Tobą na piwo po pracy. Nie podniesie na duchu, kiedy będziesz mieć gorszy dzień.

Nie opowie żartu, na przykład takiego:

Przychodzi jasnowidz do jasnowidza:

– Wiesz co?

– Wiem.

Przyznaję, siła argumentów na „nie” przytłacza. Może jednak warto to wszystko przemyśleć sobie na spokojnie?

Pracownicy powyjeżdżali na urlopy, więc i tak masz trochę luzu, prawda? 🙂